|
Bilans ujemny. >> wtorek, 24 maja 2011 23:45:16
Jakim cudem nadal dane mi jest łapać powietrze, moim płucom je przyjmować, naczyniom krwionośnym nosić? Trudno jest przecież kończyć. Naprawdę, niełatwo. Jak oduczyć chciwe ręce dotykania niedotykalskiego, jak powstrzymać nieposłuszne nogi od wbiegania w ślepe uliczki. Nie potrafię. Do niełatwych zadań należy rozpoczynanie. Nie wiem, jak uporać się z ciężarem zamkniętych powiek, a co dopiero jak tu tak nagle każą... ... widzieć. Trwanie szczypie, światło uderza w rogówkę tak nagle, z mocą taką. umiejętność zaczynania: nie zaznaczono umiejętność zaangażowania: nie zaznaczono umiejętność kończenia: nie zaznaczono bilans: ujemny wnioski: nie ma mnie tu. komentarze [0] 41. >> wtorek, 15 marca 2011 23:56:27 burdelbajzel mnie sowy. komentarze [0] liczby liczbami, wiesz jak jest >> czwartek, 16 grudnia 2010 21:31:07 pokochałam zimę. zimę zza szyby pociągu. pociągi usypiają. siedzę w pociągu. przemieszczam się, stojąc w miejscu. trę spuchnięte zmęczeniem powieki. chciałam... chyba jednak nie dość mocno, skoro palce zwiędły nad klawiaturą jestem pasożytem, kijem od szczotki. i wolna też jestem. jak umysł paranoika. komentarze [0] 39. >> wtorek, 13 stycznia 2009 20:55:02 tyle się nauczyłam, tyle mogłabym napisać, tylu rad udzielić, tyle absurdu wyśmiać. mogłabym też zarysować akwarelami obraz miesiąca, w którym to wyłączyłam główne ośrodki mózgu z użycia. chyba znowu kogoś skrzywdziłam. chyba jestem milutką, puchatą kuleczką, która pluje kolcami, kiedy tylko ściśnie się ją w dłoni. chyba potrzebuję tylko tyle ciepła, by na chwilę roztopić wieczną lodową kąpiel. temperatury wyższe boleśnie parzą. bardziej tego, kto dokłada do pieca niż mnie samą. czuję się bezpieczna z samą sobą, mimo że mało nad czym panuję. to już nie są szczelne pancerze pozornej niezależności, ignorancji, arogancji. to jest dystans, to są, nieskromnie mówiąc, zalążki (zalążki, powtarzam) mądrości. to jest uodpornienie na wszelkie amplitudy. chciałabym poczuć się dokumentnie rozbrojona, całkowicie naga i bezbronna, tak szaleńczo spokojna. wtedy pozwolę złapać się za rękę i nie będę sączyć niczyjej krwi. rozbrojona. bez pistoletów, bez noży, bez granatów, bez władania nad ciężką artylerią, bez floty. by żyć wiecznie wystarczy nie umierać jestem furiat oczekujący cudów całą parą na cały regulator piękno nie oznacza mądrości, za to mądrość jest gwarantem dobra. nie patrz oczami, nie kochaj oczami. zakochaj się w moim, kurwa, mózgu. komentarze [0] 38. >> niedziela, 30 listopada 2008 00:46:50 lubię: zasypiać tak jak wczoraj. nie lubię: zasypiać tak jak dzisiaj. komentarze [2] 37. >> niedziela, 23 listopada 2008 00:46:54 moje jestestwo doznaje dzisiaj podziału. niech mnie tylko nie rozerwie. pokój, gdzie siedzi hipokrytka, która z całych sił nie chce się okazać także egoistką *nienienie) oddzielony jest nieprzepuszczalną szybą od pokoju, w którym siedzi dziewczątko, które macha nóżkami niedosięgającymi podłogi i wdycha sobie powietrze, które pachnie jak malinowa mamba. obie patrzą sobie w oczy i znacząco unoszą jedną brew. komentarze [3] 36. >> środa, 8 października 2008 20:11:21 ogarnij się fretko. to nie antyczny teatr. tu nie będzie żadnego deus ex machine. weź się w garść, kopnij w tyłek. złap pewnie tę łyżkę, upij chociaż jeden pełen łyk tej otaczającej cię zewsząd zupy. * if you keep ya love locked down, ya love locked down keepin ya love locked down, you lose maybe im a loser in your eyes. but shut up and just let me go. komentarze [2] 35. >> poniedziałek, 6 października 2008 18:43:24 słuchajcie kate nash, dzieci. why u bein' a dickhead for stop bein' a dickhead why being a dickhead for u're just fuckin' up situations. 35 people culdn't count on two hands how many times u made me feel so shitty' * drżącą dłonią podnoszę do ust parujący kubek, upijam łyk. ciepło, gorzkawa słodycz, kofeina zaczyna tańczyć w moich żyłach, rozbudzając ciężkie powieki. okna wcale nikt nie zamalował na biało, o nie. to idealnie gęsta, mleczna mgła. gdzieś tam daleko majaczą ledwie zauważalnie pierwsze zapalające się latarnie. krople szumiącego cicho deszczu pewnie wydają się być w ich świetle złocistymi ognikami. ściskam mocno ucho kubka pełnego wystygłej już kawy, starając się opanować to cholerne drżenie dłoni. może jestem trochę poirytowana, może tuż pod moimi stopami leży torba pełna notatek, które muszę do jutra przyswoić, może nie zdam tego roku, może mam żałośnie słaby charakter opakowany w zgoła inne ubranko, może nigdy nie dorosnę i może nie chce mi się wcisnąć przycisku 'next', bo przecież drumy nijak się mają do tego klimatu pełnej jesieni, której może nienawidzę. nienawidziłam. chyba w tej właśnie chwili się w niej zakochałam. chyba dam sobie ze wszystkim radę. chyba już teraz mam ochotę się uśmiechać. może takiej naiwności i wyobraźni nie posiada nawet najbardziej naiwne dziewczątko na świecie. ale chyba lubię naiwnie się w to bawić, chociaż nie znam zasad i chcociaż uśmiechasz się zupełnie inaczej niż do tej pory. a może tylko chciałabym, żebyś się uśmiechał się inaczej. a to wszystko mimo że tak naprawdę niczego nie chcę, nie oczekuję i nic nie jest wyraźne. czy wyraźne to to samo, co oczywiste? o, ciemno. mgła opadła. nie powiem już nic więcej, bo najłatwiej mi się patrzy, kiedy nic nie widać. talk show host komentarze [1] trzydzieści cztery. >> czwartek, 25 września 2008 16:55:24 uwiedź mnie, życie. pocałuj, rozkochaj. komentarze [5] 33. >> niedziela, 14 września 2008 13:10:05 help, i've done it again i have been here many times before. to są moje rozwydrzone samotności przyrządzają jajecznicę z czterech jaj kiedy wysyłasz esemesowy pościg pewnie intercity objeżdżają cały kraj wysyłam do ciebie s.o.s. płatku leciutki unieś się i leć nie taplaj się w kałuży jak w błocie pies pomachaj skrzydełkiem i fru i leć no unieś się i leć no unieś się i leć no unieś się i leć! czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. zabawek za dużo, lada za wysoka. don't ask me why i smoke i don't know but i drink to get drunk. paczka pusta, zapalniczka bez gazu, jego cholerna opaska na przegub, którą muszę odesłać, jeśli nie chcę sfiksować. za dużo gadek umoralniających i uodważniających. oczka jakies rozbiegane, jakieś zalęknione, jakaś tęsknota bliżej nieukierunkowana. nic, tylko iść się upić i wytańczyć. kocham tańczyć. kocham. i nie przestanę, nawet kiedy będzie mi się wydawać, że powinnam. a nocą oniryzm w czystej postaci. edit. 17.09 im small im needy warm me up breathe me tata ma mnie za margines społeczny, mama płacze. a ja wcale nie jestem przekonana, że przesadzają. komentarze [2] 32. >> wtorek, 2 września 2008 18:53:12 wszyscy siedzą wygodnie? na pewno? wobec tego fanfary! przedstawienie czas zacząć! system zaktualizował oprogramownie, teraz na pewno cię połknie, nie słyszysz jeszcze jego spragnionego świeżej krwi oddechu na swojej szyi? lans bałns drogie buty firmowe jeansy wakacje za milion selekcja. noblesse oblige, elito elit. rzygam tym, a mimo to kocham to liceum. za szkołę życia w pigułce, za to, że codzienność wystawia na próbę moje priorytety. za to, że mogę sobie mieć moje czerwonoczerwone włosy, a kobza niebieskie. dzisiaj dla odmiany czuję się zbyt wyrazista. nie, wcale nie jestem marudą. czasem tylko ciężko udźwignąć samą siebie. ale przynajmniej mam lekko spracowany uśmiech na twarzy. -dlaczego on...? -bo na ciebie leci. -no ale dlaczego on zaw...? -bo leci na ciebie od roku. - jestem z ciebie dumna, fretko. - ^^' chciałabym się zakochać tak, żeby mnie zabolało. ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej? to nic. na kwadransik chociaż bym chciała. my heart belongs to daddy. komentarze [10] 31. >> piątek, 29 sierpnia 2008 11:36:16 'Zapukaj cicho puk puk puk do moich antywłamaniowych drzwi, patrz piórka mam zlepione całe... Leżę tu pod stołem w kuchni, szukam w całym czarnych dziur jak w żółtym serze Przyjedź... to się nawrócę... to uwierzę jeszcze raz... halo. mi tu szaro. halo. szaro tu mi... halo. mi tu szaro. halo. szaro tu mi... Przyjedź... pójdźiemy do zoo... na słonie wieloryby, gdzie rozwydrzone dzieci krzyczą... i nie pal tyle tytoniu, nie wdychaj, jestem wrogiem nikotyny, a zimą to szczególnie jestem wrogiem, przyjedź to się nawrócę, to uwierzę jeszcze raz... przywieź mi obrazki ładne, książki mądre i słodycze, albo landrynkową piękną śmierć...' zakochana w Fiszu, Peszek, Fru!, 'Psie andaluzyjskim'. lewituję, stoję obok, życie jak filmowe klatki przewija mi się przez nieco otępiały mózg. odpuszczam sobie wszystko. a może to wszystko odpuściło sobie mnie? trudno stwierdzić. tak bardzo brakuje mi niezależności, nienawidzę poczucia, że cały czas mam na szyi obrożę przytwierdzoną do łańcucha. nawet gdyby miał mieć 1000 km długości. jestm trochę głupia i trochę mądra, trochę zbuntowana i trochę ułożona, trochę zdecydowana i trochę zagubiona, trochę samotna i trochę w towarzystwie, torchę artystycznie uduchowiona i trochę zepsuta przez komercję. nijaka trochę bywam ostatnio. akwarelowa. przeszkadza mi to. ale nauczona mądrością filipka stwierdzam, że niczego mi, kurna, w życiu nie brakuje, no nie? czerwone paznokcie, czerwone usta i niebotyczne obcasy. dorastam. komentarze [3] trzydziesta. >> niedziela, 13 lipica 2008 14:26:57 jest wakacyjnie, ciepłodeszczowo, nadjeziornieburzowo, tytoniowo-alkoholowo, blond-rudo! *** miałam ochotę rzucić w niego tym pieprzonym talerzem, który wycierałam, kiedy akurat wszedł do kuchni. chciałam też rozbić go o swoje własne czoło, bo jestem do niego tak cholernie podobna. chciałam krzyczeć, bo przepraszał i obiecywał, a ja nie wierzyłam. i nie wierzę nadal. a dzisiaj siedzę i milczę, bo obudziłam się z żołądkiem tak ściśniętym jak zawsze po tym, kiedy za dużo w siebie wleję. i było to poczucie, że wyolbrzymiłam błahostkę, wyrzut sumienia, że wykreowałam się na ofiarę. a wcale nie miałam tego czuć. coraz częściej przeszkadza mi to, że uczuć nie można zaprogramować. tak, tak, istota człowieczeństwa, esencja życia. sratatata. bieg na bezdechu donikąd. *** a ja dostałam 4 guinesy! prosto z anglii! robiliśmy poncz, gotowaliśmy gar makaronu, rozpalaliśmy ognisko, łapaliśmy stopa z koronowa do koronowa! spotkałam sebastiena! po trzech latach! gacia wróciła! nie biegam, nie jeżdzę, nie rozciągam, nie pompuję. i obrastam w tłuszcz. i odkładam perspektywę obozu na sam tył głowy. ah, te wakacyjne smaczki. komentarze [1] 29. >> poniedziałek, 7 lipica 2008 00:00:49 'jesteśmy opuszczeni jak zabłąkane dzieci w lesie. kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, co wiesz o moich bólach i co ja wiem o twoich? a gdybym padł przed tobą na kolana i płakał, i opowiadał, co wiedziałbyś o mnie więcej niż o piekle, które ktoś określił ci jako gorące i straszne? już dlatego my ludzie powinniśmy stać naprzeciw siebie tak zamyśleni i współczujący, jak przed wejściem do piekła'. Franz Kafka sztuczny kwiat. piękny z oddali. podejdź bliżej. coś nie tak? nie pachnie, a płatki kaleczą ostrymi krawędziami. nie pytaj, jeżeli nie lubisz być karmiony kłamstwami. włosy koloru dojrzałej czereśni? zielony cień do powiek i czerwona szminka. jeszcze tylko ubiorę korale mamusi i ubrudzę się czekoladą. zużyłam się. niech nakręcę się od nowa. komentarze [0] dwudziesta ósma. >> piątek, 27 czerwca 2008 23:20:59 uśmiech się policz dobra czas zły duch mieszka tak daleko stąd miej chęć na miłosne gry słońce jest zawsze tam gdzie pada deszcz więc nie bój się deszczu bo ja jestem deszczem co pada na twoje włosy i na twoje ręce upchnąć całe wakacje w jednym tygodniu. w siedmiu kolorowych dniach przeżytych z tymi dobrze znanymi, ale odkrytymi na nowo. i pytanie 'co robimy jutro' już nawet nie musi być wypowiadane. szalenie, nierozsądnie, ćpuńsko, pijacko, szybko i szczęśliwie! i to nic, ze teraz leżę pod kocykiem i zbijam gorączkę sokiem z jabłek, liczi i limetek. lew, mały przyjaciel, jak walczyłem, jak spadałem - czytajcie mrożka, dzieci. miłość jest ślepotą, głęboką ciemnością, w której stawiamy kroki po omacku. ponieważ musimy je stawiać, by móc oddychać, by móc po prostu być. miłość jest tajemnicą istnienia taki napis z krakowskiego budynku. one były w alchemii, na kazimierzu, na jamiroquai, a potem wróciły z wiatraczkiem i zdjęciami - na każdym wiatraczek, który teraz stoi w wazoniku przy moim łóżku. cudowny prezent. a co do napisu. jestem niewierną manipulatorką. i dostałam zakaz stwarzania pozorów tak cholernie niezależnej. nie potrafię! komentarze [0] 2007 listopad (6) grudzień (2) 2008 styczeń (3) luty (2) marzec (5) kwiecień (3) maj (5) czerwiec (2) lipiec (2) sierpien (1) wrzesień (3) październik (2) listopad (2) 2009 styczeń (1) 2010 grudzień (1) 2011 marzec (1) maj (1) |